|
słowacki kryzys trwa
Szok, zdumienie, ulga i
moralny policzek – oto najkrótsza charakterystyka
wyników wyborczej soboty 3 kwietnia w Republice Słowackiej.
W tym dniu Słowacy wybierali prezydenta oraz w referendum
decydowali, czy życzą sobie rozwiązania parlamentu i z tego
wynikające wybory przedterminowe. Do wyżej przytoczonych
określeń wrażeń powyborczych na pierwszy rzut oka nie
pasuje wyraz ulga. Otóż owa ulga niewątpliwie zagościła
w duszy premiera Dzurindy i jego obozu centro-prawicowej
koalicji rządowej w związku z wynikiem referendum.
To, podobnie jak sporo już innych plebiscytów zakończyło
się niepowodzeniem, tzn. na skutek małej frekwencji (36
proc.) jest nieważne. Oznacza to, iż obecny rząd i
parlament mogą spać spokojnie, na razie nikt ich nie rozwiąże.
Na razie, gdyż ważniejsze
głosowanie tego dnia nie sposób nie odebrać jako druzgocącej
porażki centro-prawicowej koalicji rządzącej. Otóż w
pierwszej turze bezpośrednich wyborów prezydenckich prawie
48 proc. uprawnionych wyborców zadecydowało o tym, iż o
posadę w pałacu prezydenckim bitwę stoczą dwaj kandydaci
opozycyjni. Kandydat z nadania koalicji, mianowicie
partii premiera - Słowackiej Unii Chrześcijańsko-demokratycznej
(SDKU), szef MSZ, Eduard Kukan, niespodziewanie nie wygrał
a zajął dopiero trzecie miejsce, które eliminuje go z walki
o fotel prezydencki.
Startowało 11 kandydatów,
wśród nich np. obecny prezydent Rudolf Schuster oraz
minister spraw zagranicznych Eduard Kukan. Według sondaży
do faworytów należał Kukan oraz były premier Vladimír
Mečiar, przywódca opozycyjnego Ruchu na Rzecz
Demokratycznej Słowacji (LS-HZDS). W nudnej i bezbarwnej
kampanii raczej nie doszło do żadnej sensacji, poza tym, iż
prasa oskarżyła rządowego kandydata Kukana o to, iż
kiedyś współpracował z komunistyczna bezpieką.
Zarzut zapewne poważny, ale nie w Słowacji, gdzie nie
przeprowadzono żadnych lustracji i gdzie byłym komunistom
powodzi się nadzwyczaj dobrze – Schuster, Mečiar
oraz wielu innych czynnych polityków po prostu bardziej lub
mniej aktywnie wspierało miniony reżim i na ich popularności
to nic nie zmienia. Zresztą, prezydent Rudolf Schuster, który
należał do wysokiej rangi działaczy komunistycznych, w
poprzednich wyborach prezydenckich wygrał dzięki poparciu
centro-prawicy.
Wróćmy jednak do obecnych
wyborów. Zdecydowanym zwycięzcą pierwszej tury (zasady
podobne, jak w Polsce, jeżeli nikt nie otrzyma powyżej 50
proc. głosów, to pierwszy i drugi kandydat startują w
drugiej turze) jest były premier Vladimír Mečiar. Głosowało
na niego prawie 33 proc. wyborców. Drugie miejsce zajął
klon Mečiara, szef Ruchu na Rzecz Demokracji (HZD), czyli
odłamu HZDS, Ivan Gašparovič. Zdobył 22,28 proc.
poparcie, czyli o 0,19 więcej, niż rządowy kandydat Kukan
(różnica wynosi niecałe 4 000 głosów)! Czwarte miejsce
zajął obecny prezydent Schuster z 7 proc. – były
komunista, który starał się zdobyć image katolika, podróżnika,
pisarza, którego do władzy wyniosła koalicja
centro-prawicowa, by stał się wnet jej wrogiem –
jest dowodem na to, iż nie można być omnibusem
politycznym.
Jego wyborcza klęska jest
dowodem na to, iż słowacki wyborca nie jest głupi.
Ocena ta być może zabrzmi
niedorzecznie, szczególnie wobec faktu, iż w pierwszej
turze wygrał człowiek, który opóźnił wejście Słowacji
do NATO o pięć lat, który jest wręcz straszakiem dla
Brukseli (okres jego rządów był bezustannym pasmem napięć
i nieporozumień na linii Bratysława – Bruksela w
latach 1995-1998), ale wygraną opozycyjnych polityków należy
odbierać przede wszystkim jako rachunek wystawiony obecnemu
rządu. Ten, pomimo sukcesów gospodarczych i politycznych
(wejście do NATO), jest pod Tatrami odbierany jako rząd skłócony,
targany aferami i arogancki wobec społeczeństwa (vide
Stosunki Międzynarodowe nr....).
Spektakularna porażka
koalicji rządzącej (nawet sam Mečiar nie spodziewał się,
iż druga tura będzie walką pomiędzy kandydatami
opozycyjnymi!) na pewno przyczyni się do kolejnego rozkładu
ekipy rządzącej. Porażkę trzeba odebrać jako lekcję
pokory. Premier Dzurinda wprawdzie nie poczuwa się do
odpowiedzialności za czarną sobotę 3 kwietnia, ale
wicepremier Rusko wraz z politykami Koalicji Węgierskiej
dał jednoznacznie do zrozumienia, iż premier musi podjąć
jakieś kroki reagujące na obecną sytuację, która na
pewno nie jest sielankowa....
Kandydaci opozycyjni dosłownie
znokautowali resztę. Ivana Gašparoviča poparła obecnie
najsilniejsza partia opozycyjna (w sondażach jednoznacznie
prowadząca), lewicowy SMER. Mečiar to przewodniczący
drugiego w sondażach HZDS. Druga tura najprawdopodobniej
zakończy się zwycięstwem Vladimíra Mečiara.
Centro-prawica raczej nie poprze żadnego z tych
kandydatów. Wygra ten, którego elektorat jest bardziej
zdyscyplinowany – mała frekwencja będzie kolejnym
atutem. Wszystko wskazuje więc na to, iż przyszłym
prezydentem Republiki Słowackiej zostanie V.Mečiar.
Jedynie nadzwyczajna mobilizacja partii SMER może coś
zmienić.
Vladimír Petrilák
6.4.2004 cepol
napisane dla stosunki.pl
|