Pomidorem w ministra
Czechy podpisały umowę z USA
We wtorek 8 lipca minister
spraw zagranicznych Czech, Karel Schwarzenberg, jadąc przez Pragę zauważył na
jednej z ulic protestujących przeciwników amerykańskiej tarczy
przeciwrakietowej. Kazał zatrzymać samochód i wyszedł do demonstrantów, by z
nimi porozmawiać. Oberwał pomidorem w głowę – on i jego ochroniarz. Pomidor nie pękł, co wywołało
ponoć komentarz ministra o genetycznie zmodyfikowanych pomidorach, które nawet
po uderzeniu w przeszkodę nie rozpadają się. Wobec amerykańskiej sekretarz
stanu, Condoleezze Rice, która w tym dniu podpisała w Pradze umowę z Czechami o
zbudowaniu bazy radarowej, przeciwnicy
porozumienia z USA zastosowali gest podniesionego kciuka oraz zaśpiewali
piosenkę z tekstem obfitującym w wulgaryzmy, których nie sposób tu przytoczyć.
Ten sam stół
Opisane zdarzenia w żaden
sposób nie zakłóciły tego najważniejszego punktu wizyty amerykańskiej sekretarz
stanu w Republice Czeskiej. Schwarzenberg i Rice podpisali Umowę o budowie
amerykańskiego radaru, będącego częścią systemu tarczy antyrakietowej na
terytorium Republiki Czeskiej. Swój podpis pod dokumentem złożyli na tym samym
stole, na którym została zatwierdzona okupacja Czechosłowacji przez wojska
sowieckie w 1968 roku. Ta okoliczność stała
się dla przeciwników porozumienia z USA kolejnym bodźcem do ataku – komuniści, lewacy i anarchiści oraz
socjaliści argumentują, że to akt utraty suwerenności, taki sam, jak w 1968
roku, kiedy Praską Wiosnę zdławiły setki tysięcy sowieckich żołnierzy, którzy w
wyniku „porozumienia” podpisanego na wyżej wspomnianym stole, pozostali w kraju
ponad 20 lat. Tym razem chodzi jednakże
o co innego, w amerykańskiej bazie będzie stacjonowało najwyżej 250 obcych
żołnierzy i umowa gwarantuje Czechom pozycję równorzędnego partnera. Poza tym czeski
rząd prawie natychmiast po podpisaniu umowy
ujawnił cały tekst. Jak dotąd żaden z krytyków sojuszu z USA nie odniósł się
krytycznie do konkretnych zapisów porozumienia z USA.
Zagra dopiero, gdy uchwali parlament
Pomimo trudności, o których
wie również strona amerykańska, rząd Mirka Topolánka trzyma się twardo swojego,
chce za wszelką cenę przeforsować ten nadzwyczajny sojusz z USA tak, by
amerykańska baza wpisała się w czeski krajobraz geopolityczny.
Gdy pani sekretarz stanu po złożeniu
podpisu zatrzymała się w kawiarni, właściciel poprosił ją, by zagrała na
fortepianie, ale pani sekretarz odmówiła stwierdzając, iż zagra dopiero wtedy, gdy
czeski parlament ratyfikuje umowę o radarze. To świadczy o tym, że Condoleezze Rice
jest dobrze zorientowana w czeskich stosunkach politycznych. I chyba nie tylko
czeskich, z Pragi odleciała do Sofii, a następnym przystankiem podczas jej
podróży miała być Gruzja...
W parlamencie mogą być
problemy – część posłów koalicji rządzącej jest bowiem przeciwna ratyfikacji – dotyczy
to szczególnie przedstawicieli Partii Zielonych, jakkolwiek przewodniczący tego ugrupowania, Martin Bursík,
jednoznacznie popiera radar. Szef resortu spraw zagranicznych, Schwarzenberg,
rekomendowany zresztą przez Zielonych, ostro wiążę swoje dalsze pełnienie
funkcji właśnie ze zgodą parlamentu na radar. Swojego sprzeciwu nie ukrywają
komuniści i socjaliści, którzy dysponują niemal połową foteli w niższej izbie
parlamentu.
Radar za Lizbonę
O wielkiej determinacji Topolánka
świadczy to, że w dzień później złożył w czeskim publicznym radiu oświadczenie,
które zszokowało szefa socjalistycznej opozycji - Parobka. „Skandal”, „brak
profesjonalizmu” - grzmiał były premier Parobek (mimochodem - za jego rządów w
poprzedniej kadencji rozpoczęły się, wówczas jeszcze tajne, rozmowy ze stroną
amerykańską na temat umieszczenia radaru w Czechach) w reakcji na ostrą
zapowiedź obecnego premiera. Stwierdził on mianowicie: „…nie wyobrażam sobie, by
w razie odmowy ratyfikacji umowy ze Stanami Zjednoczonymi przez parlament, posłowie
czy senatorowie Obywatelskiej Partii Demokratycznej mogli głosować za Traktatem
Lizbońskim…”
Warto na tym miejscu
zauważyć, iż to właśnie senatorowie z ODS (Obywatelskiej Partii Demokratycznej)
wstrzymali ratyfikację Traktatu Lizbońskiego odsyłając go do Sądu
Konstytucyjnego, by ten zbadał zgodność umowy europejskiej z czeską
konstytucją. Jest to okoliczność, która
wstrzyma uchwalenie nowej umowy europejskiej przez czeski parlament co najmniej
do jesieni, a być może nawet do zimy. Swoje wątpliwości co do Traktatu
Lizbońskiego głośno wyraża także prezydent Václav Klaus, więc losy tego
dokumentu nie są w Czechach pewne. Klaus jako jedyny europejski polityk poparł
Lecha Kaczyńskiego w twierdzeniu, iż teraz zajmowanie się Traktatem jest
bezprzedmiotowe.
Klaus podpisze
- bez wahania i natychmiast
po ratyfikacji przez parlament – zapewnił osobiście - ale nie Traktat Lizboński.
Ta natychmiastowa i niczym innym już nie uwarunkowana wola prezydenta odnosi
się do umowy z USA. „Nie należę do tych, którzy za każdą chmurką wypatrują
jakiejś rakiety. Jednak podpis umowy traktuję jako element cementujący nasze
stosunki z USA. Potrzebujemy stać na dwóch nogach, nie tylko na tej
europejskiej ziemi, ale również na
amerykańskiej” – oświadczył czeski prezydent. Václav Klaus odniósł się także do
pomidora, którym trafiono ministra spraw zagranicznych. Zdaniem czeskiej głowy
państwa to normalne, że w kwestii radaru nie ma zgodności, więc „jeśli ktoś
rzuci jeden pomidor – to nie widzę w tym żadnej zasadniczej tragedii. Polityk
musi umieć znieść taki pomidor. Zresztą, sam kilka razy oberwałem…”
Nie tylko radar
Oprócz umocnienia
geopolitycznego radar przyniesie Czechom jeszcze jedną korzyść. W negocjacjach
kładli bowiem nacisk na to, by umowa z USA skutkowała także większym otwarciem
Ameryki na współpracę z Czechami w sferze naukowo-badawczej. W związku z tym
warto też nadmienić sprawę zniesienia wiz przez USA, ale to naprawdę odprysk.
Czeskie instytucje badawcze, firmy i wyższe uczelnie chcą się bowiem włączyć w
amerykańskie projekty badawcze prowadzone w dziedzinie obrony
przeciwrakietowej. Przywilej współpracy z USA w tym zakresie przysługuje tylko
nielicznym sojusznikom (m.in. Wielkiej Brytanii, Australii, Japonii). W dzień
po podpisaniu umowy o radarze czescy i amerykańscy eksperci zakończyli
negocjacje na temat międzyrządowej umowy w dziedzinie obrony przeciwrakietowej.
Umowa -zdaniem czeskiego wiceministra spraw zagranicznych, Tomaša Pojara - ma być podpisana jesienią br. Jest to dokument, który
bezpośrednio nawiązuje do umowy o radarze, podpisanej dzień wcześniej i który umożliwi
czeskim firmom i instytucjom dojście na amerykański rynek i badania. Umowa
zakłada m.in. wymianę pracowników, staże
oraz współpracę w badaniach i rozwoju systemów antyrakietowych.
Czeskim negocjatorom zarzuca
się, iż nie byli twardzi, że nie załatwili miliardów czy unowocześnienia
armii. Determinacja premiera świadczy o
tym, że kierował się zupełnie innymi przesłankami, nie doraźnym interesem, lecz
jego punkt widzenia można określić jako długoterminową perspektywę. Właśnie
dlatego Czesi negocjowali bez zbytecznego ociągania – w mediach nad Wełtawą przytaczana
jest wypowiedź demokratycznego kandydata na prezydenta USA, Baracka Obamy: „Przekreślę
zbyteczne wydatki dziesiątek miliardów dolarów. Ograniczę inwestycje do
niesprawdzonych systemów antyrakietowych.”
W obliczu takich zapowiedzi
nie dziwi, że polityk mający wizję stawia interes długoterminowy nad
natychmiastowe i krótkotrwałe korzyści.
Znany czeski reżyser filmowy
i kiedyś także przewodniczący Komunistycznej Partii Czech i Moraw (po 89 roku),
Jiří Svoboda, opublikował na swoim blogu tekst, który przytaczały
media. Opowiedział się w nim jednoznacznie za amerykańskim radarem w Czechach.
Warto – dla lepszego zrozumienia jego i nie tylko jego motywacji – przytoczyć
krótki fragment z tego tekstu. Pozwoli nam to zrozumieć Topolánka i wszystkich
tych, którzy dostrzegają pewne związki i uwarunkowania, mające wiele wspólnego
z polską historią:
„Historia suwerennej Czechosłowacji .. a późniejRepubliki Czeskiej wystarczająco dobitnie pokazała, iż obrona niezależności
„serca Europy” ma długoterminowo niszczycielskie skutki, polegające na
wasalizacji czy gubernizacji przez mocniejszych sąsiadów. Wynikiem tej obrony był
najpierw Protektorat Böhmen und Mähren,
którego statut pobłogosławiły elity władzy naszych tradycyjnych zachodnich
sojuszników - Francji, Anglii (a co do ich miłości wobec nas nie mam żadnych
iluzji) …, następnie zmieniliśmy się w drugorzędną gubernię „tego dębiska”
(Rosji) … . Normalnie myślący obywatel, za którego się uważam, po zsumowaniu
tych doświadczeń musi sobie zdać sprawę, że bez siłowej i gospodarczej
interwencji bylibyśmy dziś wasalami Niemiec lub Rosji. Dziękuję, nie chcę ani
jednego ani drugiego!... . Amerykańska wojskowa obecność u nas będzie ochroną
przed siłami z różnych kierunków – czy to przed Niemcami, czy przed Rosją… .
Jestem liberałem i każdemu daję prawo do wolności myśli. Ale ja osobiście od czasów
młodości wolę Elvisa Presleya czy Raya Charlesa niż Walkirje czy rosyjskie czastuszki.
William Faulkner jest dla mnie o wiele bliższy niż Maksym Gorki czy którykolwiek
z niemieckich pisarzy.
Tak więc, gdyby było w tej kwestii jakieś referendum,
pchałbym się do urny z kartką : Tak dla
amerykańskiego radaru“.
Vladimír Petrilák www.cepol.tk (tekst dla GP)
|